Wczoraj zakończyłem swoją przygodę z Gears of War: E(mmentaler)-Day, gdzie obserwujemy pierwsze dni inwazji Szarańczy z podziemi na planetę Sera. A właściwie obserwujemy upadek jednego z miast - Kalony.
I ten aspekt gry jest najlepszy, gdy widzimy jak z kolejnymi misjami otoczenie robi się coraz bardziej post-apo. Jak wracamy do ciągle zmieniających się na przestrzeni kolejnych rozdziałów lokacji. Jak miasto rozpada się a przeciwnicy spychają ludzi na pozycję desperackiej walki o przetrwanie. Tutaj wszystko gra wizualnie i narracyjnie.
Gameplay? Klasyczne Girsy. Chowanko, strzelanko, bieg do kolejnej osłony. Gdzie mamy przeplatane liniowe misję tymi pół-otwartymi mapami, gdzie dostajemy jeszcze kilka dodatkowych zadań do wykonania. Oczywiście też mamy masę znajdziek do odnalezienia. A także wyposażenia i różnych modyfikatorów do niego. I to wszystko jest bardzo porządnie wykonane. A przejście całości zajęło mi 24 godziny liżąc dość mocno ściany, nawet jeżeli uważam, iż pod koniec zaczęło się służyć.
Akt czwart z pięciu jest tutaj najgorszy, bo tam czuć rozciąganie gry i mamy misje, które tylko rozwalają tempo narracji. Szczególnie misja w elektrowni jest totalnie z dupy sidequetem. Ostatni akt jest już krótki i stanowi wyłacznie liniowe misję prowadzące do finałowego starcia.
Czy polecam? Nie za pełną cenę raczej, chyba że lubicie też multi girsowe oraz tryb walki z hordą. Ja przeszedłem w ramach gejmpasa i czuję się najedzony. Nawet nieco przesycony. I to mi wystarczy. Przekonałem się też, że muszę dawkować sobie te liniowe gry AAA, bo one mnie szybko zaczynają męczyć ograniczeniami.
A i najgorsza rzecz: AI towarzyszy jest naprawdę średnie. Miałem wrażenie, że poza miejscami gdzie mogą cię podnieść jak padniesz na chwilę, to są totalnie bezużyteczni. Co gorsze - w starciu z finałowym bossem są nawet kulą u nogi, bo walczysz z przeciwnikiem i tym, żeby twoi towarzysze przeżyli. Bo inaczej będziesz oglądać gameover. Przez to durne AI musiałem do tej finałowej walki podchodzić kilkukrotnie.
Moja ocena: Wielki Chłop/10
P.S. Pierdolenie grifterów, że ta gra jest woke to grube pierdolenie. W ten serii od zawsze oprócz Wielkich Chłopów też mieliśmy Wielkie Baby. A towarzysząca nam Mags jest tłem na historii Marcusa i Doma, którzy są w ścisłym centrum. Z czwórki drużyny Bravo tylko jeszcze Młody ma więcej miejsca. Na orientację seksualną Mags dopiero zwróciłem uwagę po burzy w internecie tak bardzo gra spycha to na dalszy plan 😁