Wychowałem się na GTA3, ukończyłem ją dekady temu po kilka razy, ze znajomymi ściskaliśmy się przed jednym ekranem i naprzemiennie robiliśmy gigantyczne rozróby albo walczyliśmy z co bardziej upierdliwymi misjami. To była absolutna rewolucja, gra sobie przyszła i pozamiatała, nic nie mogło się z nią równać. Historia zresztą pokazała, że Rockstar tytułem tym skierował całą branżę w kierunek, który pozostał niezmienny do dziś.
Tym bardziej pod wrażeniem jestem, jak po powrocie do tego tytułu po przeszło dwóch dekadach wciąż pozostaje on ponadczasowy – i autentycznie lepszy od współczesnych open worldów. O ile fabularnie to nic specjalnego, a część mechanik źle się zestarzała (strzelanie, uch), tak wiele elementów składowych to nawet dziś top-topów.
Choćby mapa – Liberty City jest niewielkie, ale żywe, pełne drobnych smaczków i elementów które sprawiają, że nawet mimo technologicznych uproszczeń to miejsce sprawia wrażenie pulsującej metropolii o wiele lepiej niż te wszystkie makietki ze Spider-Manów Sony czy ubigier. Gangi tłukące się ze sobą na dzielnicowych przecięciach różnych stref wpływu, rabusie którzy potrafią podbiec do twojego samochodu, wyrzucić cię z niego i odjechać w siną dal, poruszające się dźwigi w porcie, samoloty latające w konkretnych kierunkach i lądujące na lotniskach – no cudo. Każde dzielnica, każda ulica jest jakaś, ma swoje charakterystyczne elementy, dzięki czemu uczymy się topografii terenu i zaczynamy czuć się w Liberty City jak w domu albo w Kamurocho (czyli też w domu).
Albo aktywności. Misje początkowo są proste i krótkie, ale im dalej w las, tym większa kreatywność twórców i zabawa najróżniejszymi mechanikami, które potrafią pojawić się tylko na jedno zadanie i nigdy więcej nie wrócić. Możliwości odgrywania ról taksówkarza, policjanta czy strażaka, będące praktycznie grami samymi w sobie. Szukanie znajdziek – we współczesnych grach sprowadzone do nudnego odhaczania znaczników zaznaczonych na mapie i potykania się co chwile o rozrzucone na każdym rogu skrzynki, tutaj są faktycznie ukryte, i to ukryte z głową, tak że eksploracja nietypowych miejsc niemal zawsze nagrodzona jest zdobyciem paczki. A i samo zdobywanie paczek daje nie śmieciowe acziki, ale autentyczną gameplayową, unikalną nagrodę ułatwiającą życie. Nienawidze zbierania znajdziek w grach. Tutaj robiłem to z czystą przyjemnością. Sporo innych aktywności, które trzeba samemu sobie znaleźć na mapie zamiast polegania na durnych znacznikach, co sprawia że eksploracja map jest autentycznie wartościowa i nagradzana.
Szkoda tylko, że tak ponadczasowa gra dostała tak do dupy remaster. Oprawa graficzna wersji Definitive Edition jest okropna, zastępuje brudny klimat pierwowzoru pseudokreskówkowym czymś z obrzydliwie wyglądającymi postaciami i sterylnym miastem (gdzie są te wszystkie walające się po ulicach śmieci i gazety?!). Kilka QoL ulepszeń nie kompensuje tego, że gra wygląda gorzej niż 25 lat temu. Tym niemniej – cudny to był powrót i wkręciłem się tak bardzo, że już kontynuuję zabawę w Liberty City Stories na PSP. Tu nie było remastera, więc gra wygląda pięknie jak należy.
A GTA6 walić dopóki Rockstar nie da mi wydania na płycie.
@czarnywilk do czasów GTA3 była to taka umiarkowanie drugoligowa seria, jadąca bardziej na kontrowersji bycia przestępcą. Ale pamiętam - wychodzi trójka, i nagle wszyscy szaleją, i okazuje się, że jest to system seller PlayStation 2. To był dosłownie jeden z pierwszych, jeśli nie pierwszy, kombajn growy, gdzie poza głównymi misjami była masa zabawy.
Gra nagle eliminowała mnóstwo innych tytułów stając się konkurencją dla wszystkich - strzelanek, driverów, carmageddonów, gier fabularnych, wyścigowych, etc. etc. Open worldów praktycznie nie było poza RPG, więc do tego praktycznie nie miała konkurencji w absolutnie nowej dziedzinie.