Boże - w Krakowie trwała "wojna" o Strefę Czystego Transportu. Nie ukrywajmy - pompowana przez proputinowskie środowiska rozwalajace porządek, bo wszelkie sondaże i moje subiektywne analizy wskazywały, że wycofania ograniczeń trucia ludzi w różny sposób (bo jeszcze było palenie piecami itd.) nikt z mieszkających tu nie chce.
W sensie - no ludzie się cieszą, że w Krakowie da się oddychać lepiej, niż przed wprowadzeniem zmian (tak samo z ograniczeniem sprzedaży alkoholu).
Ale oczywiście zadyma się udała, były przewalane pieniądze na wybory prezydenckie, etc. etc.
Teraz temat po raz kolejny dostaje po dupie, podaje za Krakowskim Alarmem Smogowym:
"315 podpisów pod inicjatywą ograniczenia Strefy Czystego Transportu nawet do Plant. Tylko tyle udało się zebrać wiceprezydentowi Janowi Hoffmanowi, mimo dwumiesięcznej promocji i trwającej kampanii wyborczej.
Czy to wygląda na pospolite ruszenie krakowian? Raczej nie. 😉
Nie powinno to dziwić. Pod uchwałą mogli podpisać się wyłącznie mieszkańcy Krakowa, a to właśnie oni mają najwięcej do zyskania dzięki dobrze zaprojektowanej SCT:
- czystsze powietrze,
- mniej samochodów na ulicach,
- dodatkowe dziesiątki milionów złotych na rozwój transportu publicznego w ciągu 3 lat.
315 podpisów to zaledwie 0,04% mieszkańców Krakowa. Tymczasem, jak wynika z badania Polityki Insight, aż 72% krakowian uważa, że dobrze zaprojektowana Strefa Czystego Transportu jest potrzebna.
Warto pamiętać, czyj interes powinna reprezentować polityka transportowa miasta - mieszkańców Krakowa."
315 podpisów na milionowe miasto. Ciekawe ile ważnych, bo ostatnio z tym też było nienajlepiej i wspólnym mianownikiem podpisanych było mieszkanie poza Krakowem 🫠
Szkoda tylko środków publicznych na to.
@wonziu czy to wina Putina że mi się spluczka zepsuła?